Biologia – Lubię to

Jak być dobrym nauczycielem?

Zastanawialiście się kiedyś jakie czynniki stanowią o tym czy ktoś jest dobrym nauczycielem?  Czy jest to jego stopień wykształcenia, ilość zdobytych kierunków studiów, czy może cechy charakteru, a może staż pracy, który posiada?  

Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam bawić się w ” szkołę”.

 Nie mam pojęcia skąd wzięła się we mnie ta miłość, ale mając jakieś 10 lat założyłam swój pierwszy dziennik lekcyjny, taki wiecie,  z prawdziwego zdarzenia, z miejscem na oceny, na obecności no i oczywiście na uwagi, których nie omieszkałam wpisywać moim wyimaginowanym  uczniom, w ilościach (o zgrozo) hurtowych.

 Byłam wtedy przekonana , że tak właśnie wygląda praca nauczyciela. 

Sprawdza obecność, ciągle odpytuje swoich uczniów, wpisuje oceny i uwagi.  

Pamiętam, jak moja siostra wkurzała się na mnie, gdy wszyscy uczniowie (czytaj misie i lalki) mieli dobre oceny, a jej zawsze wpisywałam jedynki i kolejne uwagi, które obmyślałam z iście mistrzowskim talentem. 

„Małgosia dłubie w nosie i nie słucha nauczyciela”. 

 „Małgorzata nie nauczyła się na sprawdzian i ściąga od koleżanki”.

  Kolejne uwagi lądowały na koncie mojej naznaczonej już przeze mnie siostry.  Oczywiście była to zabawa i z pewnym wzruszeniem wspominam te chwile, jednak dziś z perspektywy osoby dorosłej zastanawiam się dlaczego miałam utrwalony taki obraz pedagoga.

Na szczęście były też inne wzorce.

Mimo dziwnie skrzywionego obrazu nauczyciela, wybrałam ten zawód.

 Trochę z przypadku, trochę z wyboru i mam nadzieję , że jednak najbardziej z powołania.

 Tak, wierzę, że jest coś takiego. Jakaś taka niewidzialna siła, splot wydarzeń, spotkania z wyjątkowymi ludźmi, które doprowadziły mnie do tego miejsca. 

Bo byli tacy nauczyciele na mojej drodze. Którzy nie szufladkowali, nie wypisywali uwag za byle co, nie podcinali skrzydeł. Tacy, którzy pokazali mi, że ten zawód to nielada wyzwanie, ale też ogromne wyróżnienie.

 

Rozpoczynając pracę w szkole, byłam zielona jak trawa na wiosnę. 

Na pierwsze spotkanie z rodzicami moich przyszłych wychowanków poszłam w trampkach i kompletnie nieprzygotowana merytorycznie.

 Za to z sercem na dłoni i uśmiechem od ucha do ucha. Pełna wiary w ludzi i chęci do pracy. 

Zderzenie z rzeczywistością przyszło dość szybko i wywróciło mój wyidealizowany obraz pracy w szkole do góry nogami. 

Z dziewczyny pełnej optymizmu i zapału do pracy stałam się trybikiem w machinie, która działała od lat tak samo, a mi pozostało się przystosować. Na chwilę zwątpiłam w sens mojej pracy, robiłam wszystko jak inni, uczyłam się od doświadczonych koleżanek pewnych zasad i reguł gry, ale czułam, że to nie ja. 

Chciałam, żeby wszystko grało, a było dokładnie odwrotnie, bo nie po mojemu. Znowu byłam małą dziewczynką, która sprawdza obecność, wstawia oceny i wpisuje uwagi. A przecież wiedziałam, że tak nie musi być, ba – tak nie może być.  Z całych sił starałam się być perfekcyjna, a przynosiło to odwrotne skutki.  Coś we mnie pękło i powiedziałam dość.  

Znalazłam swoje własne wartości.

Wróciłam do moich wspomnień z dzieciństwa, młodości.  

Jakie cechy charakteru, jakie zachowania, jakie słowa i czyny moich ulubionych nauczycieli były dla mnie wzorem, za co ich podziwiałam , ceniłam. Dlaczego kiedyś wybrałam ten zawód?

Szybko znalazłam odpowiedzi. 

Oni byli prawdziwi. 

Mówili szczerze, byli przyjaźni, otwarci. Nie bałam się im zaufać. Może czasami nawet surowi, wymagający, jednak sprawiedliwi.

 Dawali poczucie bezpieczeństwa, stawiali wyzwania, podnosili poprzeczkę, zagrzewali do walki, zachęcali do działania.

 Dawali wędkę, nie rybę.

 Wzbudzali poczucie bycia ważnym, mądrym i potrzebnym. Otwierali mi kolejne drzwi, lekko popychali mówiąc „dasz radę, tylko spróbuj”, a kiedy traciłam zapał pozwalali na chwile słabości, jednak cały czas byli obok, gdybym tylko potrzebowała ich silnego ramienia.

Nie oceniali za jedną porażkę, ale też nie wychwalali pod niebiosa za każdy sukces. Pozwolili mi samej uwierzyć w siebie i odnaleźć swoje „ja”, trwając jednocześnie o krok obok. 

Takim nauczycielem chciałam być.  Takim nauczycielem staram się być każdego dnia.  Nie twierdzę, że w mojej szkole takich nauczycieli brakuje. Jednak porównując się ciągle z innymi, wzorując na niektórych,  być może naśladując, zagubiłam swoje priorytety. A przecież, tylko na nich mogłam budować relacje z moimi uczniami. 

Pewnie nie zawsze mi się wszystko udaje. Każdy ma chwile słabości. Wiele razy zastanawiałam się, czy kogoś nie pominęłam, czy któremuś dziecku nie podcięłam skrzydeł, właśnie tego jednego dnia, tej jednej chwili mojej słabości. Być może tak było. Jednak wtedy przypominam sobie, że dopóki nachodzą mnie takie refleksje, dopóty mam szanse to naprawić i pracować nad sobą. 

Bo bycie dobrym nauczycielem, to bycie swym najlepszym uczniem każdego dnia.  

Dlatego staram się pamiętać, bym była takim nauczycielem, jakiego chciałabym dla swojego dziecka. A dla swojego dziecka powinniśmy nie bać się sięgać gwiazd, każdego dnia.

"
4.8 14 Oceny
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments